Noworoczne rachunki

Noworoczne rachunki. Bez nich się nie da. Długo próbowałam. Omijałam nowy, czysty zeszyt. Lekceważyłam nawet wspaniały kalendarz w czarnej skórze ze złotymi brzegami kartek. Prezent od najbliższej przyjaciółki.

Nie dotykać słowem, zdrowiej. Nie da się tu i tam, książka i dziennik, blog i wnętrzności Juny, bohaterki romansu Bruno Schulza, mistrza z Drohobycza, niezdarnego kochanka… mężczyzny, którego portretuję i którego nie potrafię do końca zrozumieć.
Uwielbiam notesy. Tylko wobec książek mam podobną zachłanność posiadania. Mieć je. Gorzej z zapisywaniem białych stron. Coraz większa wobec nich pokora.



Wiktor Woroszylski, przyjaciel poeta przestrzegał przed świątecznym lenistwem. Pisz, pisz w Wigilę i Nowy Rok, tak będzie przez kolejne miesiące. Napisz cokolwiek, choć słowo. Wejdź w rytm. Napisałam: zrobię wszystko, żeby napisać…

Taki los, i zapisać trzeba. Stał się Nowy Rok 2013. Stał się najczulej jak mógł, przy stole z przyjaciółmi, którzy znają te same piosenki i rozkoszują się podobnym światem. Skaldowie, Czerwone gitary i Osiecka wyznaczają nasz wspólny trakt. Po raz pierwszy od lat wszystko było oczywiste, naturalne, dobre. Życzenia trwania, wspólnie, z wzajemną inspiracją i wsparciem. Tęsknocie pozwoliłam poczekać za rogiem.

Wiosna przełamywała się z zimą. Jamnik usiłował dotrzeć do krecich skarbów na radziejowickich polach. Skaleczył nos. Pies łowczy. Cena marzenia. Albo powołania?

Powołanie, czyli co? Nasz bunt, czy zgoda ze światem? Nasza wobec niego ciekawość, łakomstwo, otwartość? Czy w 2012 sprostałam własnym wyobrażeniom o sobie? Czy umiałam pomóc? Dodać wiary, otuchy, siły tym, którzy wierzyli, że będę im w stanie ją dać? Przez książki? A może nie tylko? Doświadczenie? Czy dzieliłam równo i sprawiedliwie?

Niedoczas. Okropne słowo, najdokładniej wyznaczające naszą pospieszną codzienność. Nie zdążam wypisać, zapisać, opisać.

Nie umiem należycie cieszyć się sukcesami Wiery. Nie umiem się cieszyć, nie tylko dlatego, że jako OSKARŻONE występujemy (ona i ja) stale w warszawskim sądzie. Głównie dlatego, że jestem na tropie kolejnej książki i chcę jej poświęcić całą uwagę.

Ktoś napisał na facebooku, żeby wkładać do słoika karteczki z notatką, co dobrego zdarzyło się nam każdego dnia. A potem, w końcu roku, zdać relację, osądzić mijający rok.

Wiera obsypała mnie prezentami. Wyszły przekłady we Francji, Hiszpanii i Włoszech. W Grecji, Izraelu i Holandii. Zaraz będzie Ameryka i Niemcy, szykują się Węgrzy … Znowu podróże.

Wędrowanie jest moją naturą. Przez ostatnie dwanaście miesięcy byłam w ponad trzydziestu miastach: Saloniki, Łódź, Wrocław, Kraków, Lyon, Tuluza… Poznań, Madryt, Paryż, Szczecin, Opole, Nysa, Clermont Ferrand… Żyły tam moje książki, a czytelnicy pytali o zagadki trudnych biografii i narzędzia, jakimi się posługuję, by je otworzyć. Ważne spotkania wobec długich, samotnych tygodni w obecności, często bolesnej, moich bohaterów.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...