O autorze
Przez lata mieszkałam w drodze, między kontynentami. W Nowym Jorku tęskniłam za Paryżem, w Toronto za Jerozolimą. Wszędzie za Warszawą. Dziś już wiem, że to ona jest moim najważniejszym adresem.

Podróżowałam śladami bohaterów moich książek: Isaaka Singera, Ireny Krzywickiej, Wiery Gran. Starałam się rozwiązywać zagadki ich losu i tajemnice pamięci. Ich portrety stawały się lustrami, w których się przeglądałam. Zmierzyłam się także z własnym sekretem (w Rodzinnej historii lęku), i dramatem (w Ćwiczeniach z utraty).

Mam czytelników w Ameryce i Francji, w Grecji, Hiszpanii, Izraelu, w Holandii i Korei. To – obok przyjaciół – stanowi mój najważniejszy życiowy dorobek.

Wszystkie jesteśmy siostrami

Zanim tworzyły słowa, tworzyły życie. Pielęgnowały, szykowały, ścieliły, haftowały, myły, wietrzyły, kroiły, prasowały. Uprawiały domowe ognisko, znały troskę i czułość.

Rozwiązywały rebusy codzienności. Genealogie pokoleń. Są z nami i przy nas. Matki i córki, żony i kochanki, babki, wdowy i narzeczone, boginie i niewolnice. Losy wielkiego świata rzadko spoczywały w ich rękach, przez całe wieki nie walczyły i nie zwyciężały na scenach wojen i teatrów. Nie wyruszały z Argonautami „po złote runo nicości”, nie zdobywały królestw, nie odkrywały kontynentów, nie znały mozołu i rozkoszy docierania do nieznanego celu. Strzegły oswojonego paleniska. Dźwigały trud świata, który dział się gdzie indziej.



Oddzielały mak od popiołu. Wielokrotnie w zapamiętaniu. Praktykowały cierpienie i urodę konieczności. Rodziły dzieci zamiast filozoficznych traktatów. Obce im było krasomówcze rzemiosło. Instynkt dyktował ich hymny.

Bywały Muzami i natchnieniem, adresatkami miłosnych westchnień i pieśni. Ucieleśniały tęsknotę za pięknem i doskonałością, za tym, co idealne. Sławiono je. Ale sławiono jak wygrane bitwy i zdobyte lądy, głoszono chwałę zmysłowej rozkoszy, jakiej dostarczały.
Wielowiekowa tradycja wyznaczała im miejsce obok tronów, także artystycznych. Kleopatry, Fedry, Antygony opowiadały swoje losy poprzez męskich spowiedników. Lecz przecież mówiły wcześniej niż stały się słyszalne. Zanim w szóstym wieku przed naszą erą grecka Safona uwięziła po raz pierwszy w poetyckiej strofie „jutrzenkę w złotych sandałach”.

Inny jest świat dotykany po raz pierwszy. Inny jest świat dotykany po raz pierwszy ręką kobiety. I słowem, które go tworzy.

„Wiem, że nie dotknę nieba ramionami” – pisała Safona z wyspy Lesbos w jednej z nielicznych ocalałych z pożarów linijek swoich wierszy. Miłość ma w nich smak pragnienia, gorzki i słodki. Za nią kolejne poetki wyrażały łaskę i ból swojego doświadczenia. Jesteśmy ich spadkobierczyniami.

Oddychamy w podobnym rytmie. Jak Izolda i Anna Karenina, nie Tristan i Aleksander Wroński. Jak Emily Dickinson nie George Byron, jak Maryna Cwietajewa nie Osip Mandelsztam. Tak, dlatego że nosimy sukienki i piersi i brzuchy, młodość świetlistą i starość daremną. Wedle słów Julii Hartwig wszystkie jesteśmy siostrami „w uciśnieniu i rozpaczy”, „w bezbronności i męstwie”. Siostrami Ewy, powstałej z żebra Adama, uosabiającej kobiecą powinność. I Lilith, z prochu i ziemi – zbuntowanej i uskrzydlonej. Opuściła rajski ogród i opuściła mężczyznę, za co nazwano ją demonem, upiorem nocy, jędzą. Femme fatale Lilith jest patronką kobiecej niezgody. Zachęca do walki o siebie i swoją wolność. Dla poezji to jest najważniejsze. Dla życia, nie wiem.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...