O autorze
Przez lata mieszkałam w drodze, między kontynentami. W Nowym Jorku tęskniłam za Paryżem, w Toronto za Jerozolimą. Wszędzie za Warszawą. Dziś już wiem, że to ona jest moim najważniejszym adresem.

Podróżowałam śladami bohaterów moich książek: Isaaka Singera, Ireny Krzywickiej, Wiery Gran. Starałam się rozwiązywać zagadki ich losu i tajemnice pamięci. Ich portrety stawały się lustrami, w których się przeglądałam. Zmierzyłam się także z własnym sekretem (w Rodzinnej historii lęku), i dramatem (w Ćwiczeniach z utraty).

Mam czytelników w Ameryce i Francji, w Grecji, Hiszpanii, Izraelu, w Holandii i Korei. To – obok przyjaciół – stanowi mój najważniejszy życiowy dorobek.

Wirtualna kolekcjonerka

Kiedyś chciałam, żeby stała się bohaterką filmu. Szkicowałam go już. Branka Stojanovic była młodą dziewczyną, kiedy w wyborze arcydzieł nowelistyki XX wieku trafiła na Księgę Bruno Schulza. Nie ma wątpliwości, że to zmieniło jej życie.

Belgrad, Serbia. 16 piętro komunistycznego wieżowca, wnętrze niewielkiego mieszkania zarzuconego książkami, papierami, gazetami, szary kot, przez okno widok na cmentarz, komputer przy którym „dzieje się” miejsce akcji. Branka patrzy w ekran, klika myszką, pojawiają się kolejno pierwsze strony www.brunoschulz.org



Z off-u:

Księga… Gdzieś w zaraniu dzieciństwa, o pierwszym świcie życia zajaśniał horyzont od jej łagodnego światła. Leżała pełna chwały na biurku ojca, a ojciec, pogrążony w niej cicho, pocierał poślinionym palcem cierpliwie grzbiet tych odbijanek, aż ślepy papier zaczynał mglić się, mętnieć, majaczyć błogim przeczuciem i z nagła złuszczał się kłakami bibuły, i odsłaniał rąbek pawiooki i urzęsiony, a wzrok schodził, mdlejąc, w dziewiczy świt bożych kolorów, w cudowną mokrość najczystszych lazurów.
O, to przetarcie się bielma, o, ta inwazja blasku, o błoga wiosno, o, ojcze. (Bruno Schulz, Księga)


Kamera pokazuje wnętrze celi-biblioteki, grzbiety różnobarwnych wielojęzycznych tomów, rękopisy, drobiazgi, mapy, plakaty etc. Tomy Schulza w przekładach na ponad 30 języków.

Nie ma filmu. Jest Branka. Dziesięć lat temu stworzyła pierwszy portal internetowy poświęcony autorowi Sanatorium pod Klepsydrą. Najważniejszy. Codziennie odwiedza go kilkaset osób z całego świata. Nazywa siebie samą wirtualną kolekcjonerką.

„Odkąd pamiętam od rzeczywistości uciekałam w książki, im dalej tym lepiej”- opowiadała podczas naszego spotkania. „Byle daleko. Byle nie widzieć tego, co na ulicach. Byle nie słyszeć bombardowań, wybuchów, krzyku, własnego strachu.” I dalej: „Książki mam. To wielki dar losu. Niewiele więcej posiadam. Chcę wierzyć, że wizja literatury przerasta rzeczywistość. Nigdy nie znalazłabym się tak blisko Schulza, gdybym żyła w wolnym kraju.
Byliśmy tu zamknięci, nie mogłam podróżować, kupić biletu, wyjechać za granicę. Bo wizy, podania, upokorzenia. Nie mogłam pójść na legendarną ulicę Krokodyli w Drohobyczu, ani na rozsłoneczniony Rynek, pomilczeć na dawnej ulicy okupacyjnego getta, gdzie zamordowano Schulza. Przez lata nie mogłam dotknąć jego śladów. Więc wszystko odtworzyłam sama… wybudowałam z tego, co było dostępne.”

Najpierw nauczyła się polskiego. Weszła w świat galicyjskiej prowincji i wyobraźni nauczyciela rysunków z Drohobycza głębiej niż ktokolwiek. Z daleka, jak nikt inny. Długo nie miała możliwości skonfrontowania wizji z legendą. Oswojenia mitu na własny użytek. Z czasem rozpoczęła internetowe śledztwo. Szukała książek Schulza i badała ich losy, odsłaniała wątki biograficzne i analizowała artystyczne, przedstawiała recepcję na świecie… Nawiązała kontakty z naukowcami i pasjonatami, tropiła konferencje literackie i wystawy, spektakle teatralne i filmowe etiudy… Pracuje na uniwersytecie w Belgradzie. Pisze… książkę o Schulzu…

Branka zna wszelkie możliwe detale losu autora Sklepów cynamonowych, jego stany depresyjne, podania o urlop ze szkoły, upodobania kulinarne, wersje szkiców… Myśli o nich, analizuje każdy z listów, jakie wysyłał „szlifując pióro”, a także te niewysłane.


Nazwała błądzenie schulzowskim syndromem. Praktykuje je na co dzień w sieci, doznała go też na miejscu podczas pierwszej, a potem kolejnej wizyty w Drohobyczu. Uderzył ją tam „niewiarygodny i fantastyczny wymiar przeróżnych zbiegów okoliczności”.

Weszła w ten świat drzwiami Autentyku, księgi dzieciństwa, „świętego oryginału”. I już tam pozostała, z niepowtarzalnym schulzowskim smakiem „dziwnego oszołomienia, mieszaninę głodu i podniecenia w duszy”.

Schulz nie ma swojego pomnika w rodzinnym mieście. Nie ma go nigdzie. Bardziej znany jest w Ameryce, Japonii i Francji niż u siebie. Gdzie jest jego „u siebie”? Niedocenionym był prorokiem…
W tym roku obchodzimy 120 rocznicę urodzin i 70 rocznicę śmierci autora Xięgi Bałwochwalczej. 19 listopada 1942 roku został zabity nieopodal domu, w którym przyszedł na świat.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...